wtorek, 23 września 2014

Szczęście w moim wydaniu... :)

foto z http://divano7.pinger.pl/m/5453203

Szczęście to pojęcie względne... Dla jednych szczęściem jest znaleźć na ulicy 5-złotówkę, czy czterolistną koniczynkę na wielkiej łące, dla innych może nim być cisza po ciężkim, wypełnionym obowiązkami dniu, a dla mnie moim szczęściem jest moje życie... 

Jasne - nie było lekko... A wręcz powiedziałabym, że było cholernie ciężko... Momentami życie tak dało mi w kość, że odechciewało się wszystkiego i jedyną myślą, jaka krążyła po głowie była ta o ucieczce na drugi koniec świata... Ale chyba warto było przez to wszystko przejść... Dzięki temu jestem takim człowiekiem, jakim jestem... Nie cofnęłabym czasu nawet gdyby obiecywano mi góry złota i wszelkie skarby świata. Gdybym to zrobiła na świecie nie zjawiłby się mój wspaniały Synek, a życia bez niego już sobie wyobrazić nie umiem...



foto własne

O tamtej pory minęło już 6 lat... Wiele za mną, ale wiem, że jeszcze więcej czeka na mnie w przyszłości... Mówią, że limit nieszczęść i kłopotów z czasem się wyczerpuje, ale czy w to wierzyć? Warto by było, ale z drugiej strony trzeba być w pewnej mierze realistą... ;) Na pewno tak w 100% nie ominą mnie zmartwienia i kłopoty, bo to raczej niemożliwe, ale mogę przecież z podniesioną główką spojrzeć na to wszystko i stawić czoła temu, co i tak nieuniknione...


foto: http://nk.pl/grupy/508077/galeria/1
Już jakiś czas temu nauczyłam się przyjmować świat takim, jaki jest. Wypracowałam w sobie pewną postawę, pewne poglądy, w których utwierdzam się każdego dnia. Przestałam się przejmować się opiniami innych na swój temat. Dla mnie najważniejsze stało się szczęście moje i moich najbliższych... W końcu przecież właśnie o to w tym wszystkim chodzi... W każdym, nawet najtrudniejszym dniu, staram się znaleźć choćby najmniejszą chwilkę, najkrótsze zdanie, czy pojedyncze słowo, które wywołało uśmiech na mojej twarzy i spowodowało, że dzień wydawał się jakby trochę mniej "do bani" :) 


Czasami wieczorami, kiedy leżę już w łóżeczku, a po głowie krążą miliony różnistych myśli, tworzę swoją "uśmiechniętą" listę :) Dopisuję do niej to wszystko, co sprawiło, że na niebie mojego życia chmur było jakby mniej, a te które w dalszym ciągu zostały zmieniły swoje ubarwienie z czarnego granatu na biały błękit :) Zapisuję na tej liście każdą taką rzecz, nawet jeśli wydawać się może, że to tylko bzdurka. Ale pamiętajmy - jeśli chodzi o nasze szczęście, nie istnieje coś takiego jak bzdurka, czy rzecz mało ważna... ;) Każdy powód do uśmiechu, każda chwila w której czujemy się szczęśliwi czy choćby zadowoleni z tego co jest tu i teraz, jest ważna... Musimy nauczyć się cieszyć się nawet najmniejszymi rzeczami. I nie chodzi tu o to, że poprzestajemy na drobiazgach i nie dążymy do pełni szczęścia... Chodzi raczej o to, że każdy z tych drobiazgów to kolejny kroczek ku temu, co tak naprawdę chcemy osiągnąć... 

Moje życie jest moim szczęściem, ponieważ nauczyło mnie bycia tym, kim jestem... Wielu może w tym momencie stwierdzić - co ty gadasz dziewczyno?! Nie masz przecież nic! Jeździsz starym samochodem, mieszkasz kątem u mamusi i pracujesz dorywczo gdzie się tylko da... Jak tu mówić o szczęściu?!
I rzeczywiście - właśnie tak może to wyglądać z zewnątrz... Ale pozory mogą mylić - jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce... ;)
Jeżdżę starym autem? I co z tego - to mój "pszczół" i darzę go pewnego rodzaju uczuciem :) Zjada go rdza, w kilku miejscach skrzypi, ale czy to ważne? :) Jeździ, pomaga w codziennym funkcjonowaniu, a to przecież najważniejsze ;)
Mieszkam u mojej mamy? No jasne! A dlaczego? Ponieważ przy tylu moich życiowych zakrętach, wzlotach i upadkach to właśnie ona wyciągnęła do mnie rękę i pomogła... Za co zawsze będę jej wdzięczna... I to jest ten pozytyw - nie jestem sama...
Dorywcza praca? Hmmm... Wierzę, że będzie lepiej. Robię to co kocham, rozwijam się i z każdym dniem staram się wykonywać swoje zadania coraz lepiej... Po wielu "przygodach" w różnych zakładach pracy postanowiłam wreszcie spełniać swoje marzenia. Połączyć moją pracę zawodową z moją pasją... Nie jest to łatwe, ponieważ wymaga wielu poświęceń, ale mam przy sobie osoby, które mnie wspierają i pragną pomóc mi w moich dążeniach ku lepszej przyszłości... :) 




foto własne

Moją receptą na szczęście jest uśmiech, pozytywne nastawienie do życia i ogromne pokłady cierpliwości, wyrozumiałości i tolerancji... :) To dzięki temu świat wydaje się być piękniejszy a moje życie stało się dla mnie szczęściem, zamiast być drogą przez mękę... Czasem wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka jak na kogoś nam bliskiego - mimo, że jest nam całkiem obcy. Wystarczy chcieć zrozumieć powody jakimi się kieruje, wystarczy chcieć wybaczyć potknięcia... I nagle okazuje się, że to co wcześniej wydawało nam się nie do zaakceptowania nagle staje się czymś normalnym... To nie było we mnie od zawsze. Taką postawę człowiek musi w sobie wypracować... Wiele razy trzeba siłą zacisnąć zęby i przejść z udawaną obojętnością... Z czasem jednak to udawanie staje się prawdą... Przestaje ci przeszkadzać to, co o tobie mówią inni. Zdajesz się na własne sumienie, na to co w środku podpowiada ci, czy robisz dobrze, czy źle... Przestaje cię interesować to, że kilka osób dookoła nie zgadza się z twoim zdaniem, czy poglądem... I dobrze - bo za ciebie nikt życia nie przeżyje... Twoje błędy - twój kopniak w tyłek. Za niepowodzenia możesz mieć tylko pretensje do samego siebie, do nikogo innego. Ale to działa w obie strony - za swoje szczęście również odpowiadasz sam. I jaką ogromną satysfakcję to daje! Wiedzieć, że to co sprawia mi ogromną radość, daje poczucie szczęścia to moja zasługa, bo pozwoliłam temu szczęściu przyjść do mnie :) POLECAM ten sposób - daje wspaniałe efekty! :)

Nie mówię tu broń Boże, żeby nie słuchać tego co mówią o nas i do nas inni. We wszystkim może tkwić ziarenko prawdy - trzeba je tylko umieć odróżnić i przesiać od tych wszystkich plew, jakie są nam podrzucane przez "życzliwych"... Zadanie nie łatwe, ale jak najbardziej wykonalne :)

To spojrzenie na świat warto zaszczepić również w naszych dzieciach. Nauczyć je cieszyć się z tego wszystkiego, co je otacza... Świat sam w sobie zmusza nas do podkręcania tempa, więc na prawdę nie musimy jeszcze robić dodatkowo tego sami sobie... Warto od czasu do czasu przystanąć i przyjrzeć się choćby biedronce... Głupie? Być może - wcale nie twierdzę, że nie, ale za to ile radości potrafi sprawić uśmiech dziecka liczącego kropki na tym małym czerwonym stworzonku...:)


I tak jest ze wszystkim co dzieje się dookoła. Jasne - czasem trzeba gonić z nurtem i wziąć udział w wyścigu szczurów, ale nie możemy zapominać, że najważniejsze w tym wszystkim jest NASZE szczęście. Całego świata nie uszczęśliwimy, nawet jeśli będziemy starali się ze wszystkich sił. Zacznijmy więc od siebie, a gwarantuję,że wtedy lepiej będzie się żyło każdemu :)


foto własne






1 komentarz:

  1. Lucynka znamy się troszkę z neta :) Będę odwiedzać Twojego bloga i pewnie bez komentarzy się nie obejdzie :D Piszesz mądrze i bardzo podobnie do moich myśli...choć mnie życie nie przeczołgało po nieszczęściach na szczęście - ale jestem wdzięczna za to losowi niesamowicie...Mieszkasz u mamusi?bawi to kogoś złośliwego?? haha ja mieszkam u teściów,ale nigdy nie wyprowadziłam się z mojego domu-mieszkałam na stałe w nim 24 lata i nie da się pstryknąć palcami i hop już jesteś gościem oj nie-nie ze mną ten numer :) Mam swoją szafę,chodzę w dresie,jem co popadnie i jestem częstym domownikiem pomimo wymeldowania od 7 lat -znam nadal wszystkie zakamarki.A moja mamusia to taka więź pępowinkowa ( choć sama mam dwójkę dzieci i wspaniałego męża )-bo wiem,że ona odda mi ostatnią złotówkę i poda rękę zawsze-nawet jeżeli wystawi mnie mąż :-p a życie jest okrutne...Samochód??hahaha zardzewiały? My mamy opelka i srebrną strzałę heh ten pierwszy ma 16lat i nadaje się do wymiany,ale po co??narazie jeździ i nam dupki wozi :) a drugi?? dostaliśmy w "spadku" miał iść na złom-ale po co? oboje mamy prawo jazdy no to się przydaje choć ma 18 lat :) i o co chodzi...Praca-moja praca to dom,dwójka dzieci,sprzątanie,pranie,gotowanie,i inne przyjemności :) wcale nie odpoczywam.Poza tym ostatnie hobby-szycie na miarę.Skubię czas codziennie ile się da i nie mam gdzie "opylić" dzieci one są ze mną,moje. Więc MOJE ŻYCIE-MOJE SZCZĘŚCIE. Lepiej zawsze może być no pewnie, ale może też być gorzej.
    Życzę Ci szczęścia kochana :*

    OdpowiedzUsuń